S

S

MA

Premium Sound

MIP

Polpak

sobota, 16 grudnia 2017

Słuchawki Audictus Achiever

Słuchawki Achiever (zdjęcie ze strony Audictus)

Wstęp
W tym roku powstała kolejna (kolejna po Krüger&Matz) polska marka słuchawkowa - to Audictus (zobacz TUTAJ). Specjalnie nie piszę, "o polskich słuchawkach", a o słuchawkowej polskiej marce właśnie. Albowiem identycznie jak w przypadku Krüger&Matz, w Polsce, w Audictus opracowywane są koncepcje i projekty słuchawek, zaś te produkowane są na Dalekim Wschodzie. Tak, czy inaczej, to budujące i korzystne, że powstają nowe firmy, których celem i misją jest wytwarzanie słuchawek, Ale wracając do Audictus. Póki co, przedsiębiorstwo ma w ofercie sześć modeli słuchawek - trzy douszne i trzy nauszne. Wszystkie mieszczą się w pułapie cenowym pomiędzy 80 - 250 PLN, co nie jest przecież bez znaczenia. W pełni demokratyczna dostępność hi-fi.

Przy pierwszym kontakcie z działem marketingu Audictus poprosiłem do testów jakiś model nauszny, ale nie wiedziałem jaki konkretnie wybrać. W rezultacie tego zamiast jednego, przyjechały aż trzy, czyli wszystkie nauszne. To modele Achiever, Dreamer i Creator z serii City Soul. Słuchawki dotarły w zeszłym miesiącu, czyli w listopadzie. Muszę pochwalić firmę Audictus, bowiem słuchawki kosztują poniżej 250 PLN, a wykonane są doskonale. Bardzo estetyczne opakowania, rzetelna budowa z solidnych materiałów (tworzywo ABS, aluminium i ekologiczna skóra) pierwszorzędny design i niezłe wyposażenie. Model Achiever w komplecie zawiera nawet bardzo poręczne etui transportowe. Ma też odpinany przewód słuchawkowy, zaś same słuchawki mają składaną konstrukcję. Wszystkie modele są fabrycznie wyposażane w regulatory i mikrofony przypinane na przewodzie słuchawkowym.

Ostatecznie na pierwszy testowy ogień wybrałem "topowe" słuchawki Audictus, czyli model Achiever. Pozostałe (Dreamer i Creator) opiszę innym razem. Dlaczego nie opisuję wszystkich razem? Albowiem uznałem, że słuchaweczki te są na tyle interesujące, że zasługują na osobne monografie. Do dzieła więc!

Wrażenia ogólne i budowa
Przy pierwszym kontakcie ze słuchawkami Achiever trudno uwierzyć, że kosztują one około 200 PLN, bowiem ich wysoka jakość wykonania, zastosowane materiały, bogactwo akcesoriów, jak i samo opakowanie zdają się mówić zupełnie coś innego. Prezentują poziom znacznie wyższy niż ich cena (zresztą inne słuchawki marki Audictus także!).

Słuchawki dostarczane są w bardzo estetycznym opakowaniu - rozkładanym kartoniku (na część dolną i wieko). Na szarym, błyszczącym kartonie nadrukowane są duże fotografie Achiever. Bardzo efektownie to wygląda. W pudełku znajduje się etui transportowe (równie estetyczne jak słuchawki i opakowanie). Etui jest świetne - płaskie, wykonane z tkanych materiałów, ale twarde. Odporne ma nawet bardzo silny nacisk lub upadek z dużej wysokości (ale nie z dziesiątego piętra, oczywiście). W dolnej części etui umieszczono wytłoczenia, które są futerałem dla Achiever. Idealnie skrojone pod obrys złożonych słuchawek. Nieczęsto aż tak staranne i przemyślane rozwiązania można spotkać - i to nawet w przedziale do 1 000 PLN (nawiasem mówiąc to ewenement - podobne rozwiązanie przychodzi mi do głowy przy słuchawkach Meze 99 Neo, czy Beyerdynamic T50p).

Wracając do wyposażenia. Oprócz powyżej zachwalanego etui transportowego, w komplecie znajduje się także materiałowy woreczek ochronny. W zestawie jest też instrukcja obsługi, gwarancja i odłączany przewód słuchawkowy z przymocowanym nań mikrofonem oraz regulatorem. Kabel ma długość 120 cm, powleczony jest gumowatym płaszczem - nie plącze się, nie zwija, nie mikrofonuje. Oba wtyki są proste, pozłacane. Tuleje wtyków wykonane są z metalu, a nie z plastiku - brawo.

Z drugiej strony przydałby się jeszcze jeden przewód w komplecie - nieco dłuższy niż fabryczny (1,2 m). Optymalne około 2 metrowy. Ale nie ma co zanadto wybrzydzać.

Po wyjęciu Archiever z pokrowca od razu czuć i widać, że ma się do czynienia z rzetelnym produktem. Wszystko jest dokładnie spasowane, wypolerowane i wykonane - żadnych niedoróbek, czy niedociągnięć (jak to mają czasami słuchawki takich tanich marek jak wspominane we wstępie Krüger&Matz, czy dodatkowo Superlux). Może nie jest to przedział premium, ale wykonanie Audictus jest więcej niż poprawne. Solidne, twarde i odporne czarno-matowe tworzywo ABS (kopolimer akrylonitrylo-butadinenowo-styrenowy) zastosowane do budowy muszli, aluminiowe kapsle na zewnętrznych częściach muszli, stalowy pałąk obciągnięty sztuczną skórą (a od spodu z dodatkową poduszeczką), wygodny mechanizm regulacji, miękkie pady (odpinane, trzymają się na czterech zaciskach) ze stosunkowo dużymi poduszkami pokryte ekologiczną skórą miłą w dotyku i estetyczną w prezencji. W cenie 200 PLN naprawdę nie ma się do czego przyczepić. 

Ważną cechą konstrukcji tytułowych słuchawek jest fakt, iż poszczególne ich fragmenty zostały poskręcane, a nie posklejane. Widoczne są główki śrubek na muszlach (po cztery w każdej) i na pałąku przy mechanizmie regulacji (też po cztery na każdej stronie). Zupełnie jak w np. o wiele droższych Meze 99 Neo. Nieprawdopodobna rzecz.

Ergonomia
Archiever są lekkie, ale wydają się być bardzo trwałe i solidne. Z racji niedużej masy własnej, jak i miękkich, grubych padów oraz szerokiej poduszki pod pałąkiem w zasadzie nie czuć ich na głowie i uszach. Pady wygodnie osiadają na małżowinach usznych dopasowując się do ich kształtu wręcz wzorowo. Słuchawki na czaszce układają się zaś lekko i dokładnie. Nie cisną, nie uwierają. Problem może być jedynie w przypadku dużych głów, albowiem mechanizm regulacji objętości pałąka jest dość ograniczony (u mnie takich problemów nie było). Innymi słowy, na wielkie łby nie nadają się.

Co istotne, tłumienie zapewniane przez pady jest bardzo dobre. Tłumią odgłosy zewnętrzne w sposób rzetelny i istotny. Podobnie w odwrotną stronę - muzyka ze słuchawek "nie ucieka". Można je używać w obecności innych osób, bez przeszkadzania im. To ważna zaleta.

Dane techniczne
• Przetworniki: 40 mm, dynamiczne, zamknięte
• Pasmo przenoszenia: 20 - 20 000 Hz
• Impedancja: 32 Ohm
• Czułość: 103 dB
• Masa (bez kabla): 138 g

Trzech muszkieterów marki Audictus - nauszne Dreamer, Creator i Archiever 


Bogate wyposażenie - etui transportowe, materiałowy woreczek ochronny, wymienny przewód słuchawkowy, instrukcja obsługi, etc.  


Złożone Archiever bezpiecznie spoczywają w pokrowcu transportowym 



Słuchawki tanie, a prezentujące się niczym klasa premium. Niezwyczajna rzecz...

Pad łączony na cztery zaciski; przetwornik na cztery śrubki




Całkiem niezły przetwornik

Łączenie na śrubki, nie na klej







Kilka przykładów słuchanych albumów (via Tidal HiFi)

Wrażenia dźwiękowe
Jako słuchawki porównawcze używałem głównie tańsze modele z mojej kolekcji, czyli Encore RockMaster Live, Senncheiser PX100 oraz Koss PortaPro, ale nie uniknąłem też konfrontacji z droższymi Fostex TH-610, Meze 99 Neo i Final Audo Design Pandora Hope VI. Wzmacniacz słuchawkowy to najczęściej Encore mDSD, a potem S.M.S.L. M7 i Pioneer U-05. Źródła to przeważnie iPad Air 2 i iPhone 6S (z serwisem Tidal HiFi), jak i również streamer Auralic Aries Mini.

Pytanie. Czy budżetowe słuchawki za 200 PLN mogą dobrze grać? Bez żadnych uprzedzeń napisze, że jak najbardziej tak. Znam tu takie przykłady jak Senneheiser PX100, Koss PortaPro, Encore RockMaster Live, czy Creative Arvana Live! Ale czy nieznane jeszcze w zeszłym roku Adictus Achiever też mogą dobrze zagrać? Odpowiedź brzmi - tak! Tytułowe słuchawki zapewniają bardzo ładny i przyjazny dźwięk - harmonijny, barwny i potoczysty, ale dobrze rozciągnięty oraz masywny. Całość brzmienia jest dobrze ułożona i poukładana. Doskonale czuć strukturę muzyki, substancję instrumentów i wypełnienie wokali. To pozytywna i ważna wartość.

Średnica jest nieco zagęszczona i przybliżona, ale dzięki temu wyraźna i dosadna. Słychać w niej "dużo" dźwięku - jest mięsista i skondensowana. ale nie przeładowana - całkiem rozdzielcza i odkrywcza. Z kolei niskie tony są mocne i żywe, choć nie zapuszczają się w najniższe rejestry. Są sprężyste i giętkie, lecz nie nazbyt (przesadnie) obfite. Nie po atomowemu mocarne. (Tu tzw. basoluby mogą nieco kręcić nosem, ale dla mnie bas jest optymalny). Zaś soprany są raczej jasne i intensywne w wymiarze i strukturze. Pokazują i światło, i nasycenie. Są lekko zaokrąglone, a czasem nawet wycofane. Nie sprzyja to rozdzielczości, ale zapewnia komfort odsłuchów bez wyostrzeń i szkła. Coś, za coś - tu kompromis jakościowy jest widoczny, ale zapewniający dobry balans brzmienia. Ogólnie rzecz biorąc, dźwięk oferowany przez Achiever jest zrównoważony i tonalnie nasączony.

Można mieć zastrzeżenia do szerokości i głębokości sceny, bo ta jest raczej niezbyt rozbudowana, ale dla uczciwości należy napisać, że w porównywalnym poziomie cenowym to norma, standard. Scena bardziej rozkłada się na boki (i to niedalekie), niż w głąb. Nie słychać wyraźnie poszczególnych warstw, nie ma dalekiego tła, czy super głębi - całość przekazu koncentruje się na frontowych obszarach. Przy czym taki, a nie inny charakter soniczny nie przeszkadza w realistycznych i przyjemnych odsłuchach. Po pewnym czasie słuchacz zapomina o efektach 3D, a skupia się wyłącznie na muzyce. A ta przez Archiever jest podawana sugestywnie i ekspresyjnie.

Kilka słów o źródłach. Moim zdaniem głównym przeznaczeniem Archiever będą przede wszystkim smartfony. W takim zestawieniu słuchawki te czują się bezpiecznie i wygodnie. Mój iPhone 6S nie miał żadnych problemów z pełnym i zadowalającym wysterowaniem. Nie brakowało ani pary, ani mocy, ani masy. Słuchawki dużo wybaczają gorszym realizacjom, nie dudniąc i jednocześnie nie sybilizując. Są łatwe w adaptacji i przystosowywaniu się do każdego gatunku muzycznego. Inaczej mówiąc, są uniwersalne. Dźwięk ulega jeszcze lekkiej poprawie, kiedy dodać mobilny wzmacniacz słuchawkowy. U mnie był to Encore mDSD - tu nieco zyskiwała przestrzeń, cyzelunek instrumentów oraz dopełnienie tonalne. Poprawiał się też atak i energia grania. Co do innych wzmacniaczy, czyli znacznie droższych - to używałem ich wyłącznie w celu praktyczno-teoretycznego testu. Nie one są realnym adresem dla Audictus Achiever.

Konkluzja
Audictus Achiever to słuchawki młodej, polskiej firmy spod Poznania. Skonstruowane zupełnie bez żadnych uprzedzeń, kompleksów i zahamowań - i to pomimo niskiej ceny (200 - 250 PLN). Bardzo rzetelna budowa, solidne materiały, niezły design oraz bogate wyposażenie. Dźwięk może niezbyt przestrzenny i z lekkimi ubytkami w selektywności, lecz w swojej ogólnej cenie więcej niż doskonały. Harmonijny, tonalnie bogaty, z nasączoną średnicą, niezłym basem oraz doświetlonymi sopranami. Pierwszorzędne słuchawki do smatrfonów - można napisać, iż grają z nich muzykę jak ta lala!

Cena w Polsce - 199 - 249 PLN.


środa, 13 grudnia 2017

Chris Rea „Road Songs for Lovers” - 2 x LP 45 RPM

(Materiały prasowe)

Stary Mistrz brytyjskiego blues-rocka znowu przypomina o sobie. Przypomina o sobie świetną płytą zatytułowaną „Road Songs for Lovers” wydaną 29 października 2018 r. Myślę, że Chrisa Rea nie trzeba bliżej przedstawiać - sprzedał więcej niż 30 mln płyt na całym świecie. Skomponował, zaśpiewał i zagrał (na gitarach) takie przebojowe utwory jak "On the Beach", "Let's Dance", "Josephine", "Looking for the Summer', czy w końcu "The Road to Hell".

Niestety, Mistrz ostatnio dość poważnie choruje. W 2001 roku przeszedł operację usunięcia raka trzustki, zaś w 2016 roku przebył udar mózgu. Niedawno zaś stracił przytomność podczas jednego z koncertów aktualnej trasy koncertowej. Tym bardziej cieszy nowa płyta "Road Songs for Lovers". Optymistyczna, pogodna, czasem melancholijna, ale nie smutna. Chris po raz kolejny uruchamia na niej cały swój przebogaty arsenał gitar, śpiewa swoim charakterystycznym nieco zachrypniętym, ale ciepłym głosem. Stylistycznie konsekwentnie porusza się w dobrze znanym klimacie - piosenek drogi z lekkim bluesowym podkładem. Można mieć wrażenie, że słychać tu melodie już gdzieś wcześniej słyszane na albumach Chrisa lub oscylujące wokół nich. Nie jest to żadna ujma - tej płyty słucha się pierwszorzędnie!

Nie lada gratką dla winylowców jest album "Road Songs for Lovers" wydany na dwóch czarnych krążkach 180 gram. Przy czym wersja standardowa to wersja 2 x winyl 45 RPM (!), czyli wydawnictwo stricte audiofilskie (nie wydano, póki co, wersji 33 1/3 RPM). Płyta dzięki temu brzmi świetnie - plastycznie, głęboko i soczyście. Wspaniały prezent na Święta!

Lista utworów
A1 Happy On The Road  3:46 
A2 Nothing Left Behind  5:29 
A3 Road Songs For Lovers  4:13 
B1 Money  5:57 
B2 Two Lost Souls  4:46 
B3 Rock My Soul  4:07 
C1 Moving On  5:10 
C2 The Road Ahead  4:16 
C3 Last Train  6:33 
D1 Angel Of Love  4:29 
D2 Breaking Point  5:53 
D3 Beautiful  3:40 

Bass Guitar – James Ahwai
Drums – Martin Ditcham
Guitar, Lead Vocals – Chris Rea
Keyboards – Neil Drinkwater
Rhythm Guitar – Robert Ahwai

Label: BMG
Format: 2 × winyl 45 RPM, Stereo 
Data wydania: 29 października 2017 r.











sobota, 9 grudnia 2017

Esoteric P-05X oraz Esoteric D-05X - transport SACD i DAC


Dwa zdjęcia ze strony Esoteric Company

Wstęp
Po testach kilku taniuchnych urządzeń (przetwornik c/a Encore mDSD, czy S.M.S.L. M7) i kilku droższych (m.in. kolumny Klipsch Forte III SE i wzmacniacz Yaqin MS-650B), przyszła pora na urządzenia ekstremalnie drogie (choć oczywicie, są jeszcze droższe zabawki hi-fi). To najnowszy japoński zestaw transport SACD i przetwornik cyfrowo-analogowy PCM/DSD: Esoteric P-05X oraz Esoteric D-05X (zobacz TUTAJ), w sumie kosztujący, bagatela - jakieś 90 000 PLN.

Zestaw ten przyjechał do mnie bezpośrednio z warszawskiej wystawy Audio Video Show, gdzie w zeszły weekend był po raz pierwszy prezentowany w Polsce. Sprzęt otrzymałem dzięki uprzejmości krajowego dystrybutora Esoteric Corporation - firmy EIC Sp. z o.o. z Warszawy (zobacz TUTAJ).

Esoteric Company
Zanim przejdę do opisu zestawu P-05X/D-05X, warto przybliżyć firmę Esoteric, bo pierwszy raz gości na łamach Stereo i Kolorowo. Firma wyrosła z TEAC (Tokio Television Acoustics Company - zobacz TUTAJ), której historia sięga roku 1953. TEAC (wraz z działem elektroniki TASCAM) to uznany japoński producent rozmaitych magnetofonów, odtwarzaczy CD, gramofonów, wzmacniaczy i wielu innych. Posiada masę patentów, innowacyjnych rozwiązań technicznych, ogólnoświatową sieć sprzedaży, etc. W 1987 roku aby zapewnić wymagającym światowym melomanom najwyższą jakość dźwięku, stworzono markę Esoteric. W niej skupiono się na wytwarzaniu sprzętu stricte high-end. Pierwsze urządzenia z logo Esoteric to były dzielony odtwarzacz CD (transport i DAC) P-1/D-1 oraz cyfrowy rejestrator R-1 DAT.

Obecnie ofreta Esoteric jest bardzo rozbudowana i szeroka, obejmuje wiele odtwarzaczy i transporów SACD/CD, DACi, wzmacniacze zintegrowane, końcówki mocy i przedwzmacniacze, a także zintegrowane systemy audio, odtwarzacze sieciowe, a nawet kolumny głośnikowe (cała oferta - zobacz TUTAJ). Wspólnym mianownikiem wszystkich urządzeń Esoteric jest ich najwyższa jakość wykonania, najstaranniejszy dobór komponentów budowy, a co za tym idzie - dźwięk high-end. Innymi słowy, wszystkie produkty Esoteric zawierają w sobie najnowsze i najlepsze technologie XXI wieku.

Wracając do tytułowego zestawu. Esoteric P-05X/Esoteric D-05X to kolejni następcy modeli P-05/D-05. Zestaw ten został skonstruowany na 30-lecie pierwszej generacji dzielonego P-1/D-1, który powstał w 1987 roku a zawierał rewolucyjny mechanizm ultra-precyzyjnego napędu VRDS (zobacz TUTAJ). Potem wprowadzano kolejne modele P-70/D-70 (rok 2001), P-03/D-03 (2005 r.) i w końcu P-02X/D02X (2016 r.).

Wrażenia ogólne i budowa
Sprzęt dostarczany jest w dwóch osobnych, gigantycznych pudłach (a w każdym pudle są jeszcze dwa, czyli zastosowano potrójne opakowania!). Każde z nich jest bardzo ciężkie - masa jednego to około 20 kg, przy czym samo pojedyncze urządzenie to masa 14 kg (D-05X) lub 13,5 kg (P-05X). Nie jest to mało.

Stylistycznie zarówno P-05X, jak i D-05X całkowicie mieszczą się w stylistyce piękna typowego dla Esoteric. Luksusowe sprzęty z obudowami wyciętymi ze srebrzysto-białego aluminium. Można napisać, że to takie aluminiowe monolity z niewielką tylko ingerencją na frontach, przy czym zainstalowane są tam jedynie najpotrzebniejsze regulatory (i wyświetlacze). Piękna rzecz - komplet Esoteric to z pewnością ozdoba każdego salonu.

W transporcie P-05X zastosowano znany na świecie mechanizm VRDS-NEO WMK-5 likwidujący drżenie i niestabilność płyty występujące w czasie jej szybkiego wirowania w trakcie odczytu. Warto wiedzieć, że takie technologie obejmujące czynności mechaniczne takie jak otwieranie i zamykanie tacy, zaciskanie płyty, podlegają ochronie patentowej. Duża część zastosowanych obwodów cyfrowych występujących w P-05X (w tym zegar taktujący) zaadaptowane zostały z flagowych transportów: Grandioso P1 i P-02X. Zainstalowany układ zasilania został zrealizowany z wykorzystaniem dużego, a nawet ponadwymiarowego, transformatora toroidalnego. W urządzeniu wykorzystano precyzyjny układ przesuwanego osiowo czytnika stosowany wcześniej we flagowym transporcie Grandioso P1. Kiedy soczewka porusza się podczas odczytu, jej oś optyczna jest zawsze ustawiona pionowo, co zapewnia ultraprecyzyjny odczyt danych.

P-05X najlepiej połączyć z firmowym z konwerterem D-05X przy pomocy firmowego połączenia Esoterica ES-LINK4, zapewniającego bardzo szerokie pasmo (48 bit/352.8 kHz PCM), znakomitą prędkość transferu i ekstremalną czystość przekazywanego sygnału. ES-LINK4 pozwala na wykonanie wielu procesów cyfrowych jeszcze po stronie transportu i przekazanie takiego ciągu bitów w trzech separowanych sygnałach cyfrowych (audio data; RL clock; bit clock signals) do konwertera cyfrowo-analogowego wykorzystując przewód HDMI.

Konwerter cyfrowo-analogowy D-05X
 skonstruowany jest jako typowy Dual Mono. Układy kanału lewego i prawego od początku do końca są od siebie fizycznie oddzielone - od zasilania, przez dekodowanie sygnału aż po analogowe stopnie wyjściowe. W obwodzie przetwarzania sygnału cyfrowego na analogowy zastosowano po cztery na kanał przetworniki Asahi Kasei Microdevices AK4497, zapewniające bezpośrednie przetwarzanie sygnału DSD 22.5 MHz, jak i przetwarzanie sygnału PCM z 34 bitową rozdzielczością (nadaje to takie cechy sygnału jak gładkość i delikatność przy jednoczesnym dynamizmie). Dekodowanie sygnału z rozdzielczością 34 bitów zapewnia 1024 razy większą ilość poziomów cyfrowych niż dekodowanie z rozdzielczością 24 bitów.

Jak można przeczytać na firmowej stronie. "Urządzenie wyposażone jest w wejście asynchroniczne USB (B) gotowe do przyjęcia sygnału: DSD do 22.5 MHz i PCM do 32-bit/768 kHz. Wejścia cyfrowe koaksjalne i optyczne, obsłużą sygnał: PCM do 192 kHz/24-bit i DSD 2.8 MHz. Dwa cyfrowe wejścia XLR będą współpracowały z sygnałami: 48-bit/192 kHz (ES-LINK3), 24-bit/384 kHz (Dual AES 8Fs) i DSD do 5.6 MHz. Konwerter D-05X
 wyposażony jest w solidny zasilacz oparty na dwóch transformatorach toroidalnych. Analogowy stopień wyjściowy skonstruowany jest z wykorzystaniem technologii HCLD (High Current Line Driver) i zdolny jest do pracy z bardzo wysoką prędkością narastanie sygnału - 2000V/µs. Wysoka wartość prądu wyjściowego i bardzo szybki „slew rate” konieczne są do odtworzenia sygnału analogowego o bardzo wysokiej dynamice i szerokim paśmie przenoszonych częstotliwości. Dostępne są wyjścia sygnału analogowego: XLR lub RCA".



Obudowy wykonane są z białego aluminium



Oba komponenty połączone są dwoma symetrycznymi przewodami XLR


Gram z płyt SACD

Design by Esoteric


Spojrzenie na system odsłuchowy

Wrażenia dźwiękowe
W trakcie testów zawsze używałem oba komponenty Esoteric, nie odsłuchiwałem ich osobno. Jako łącznik cyfrowy zastosowałem dwa przewody XLR (Audiomica Laboratory Rhod Reference). Kable RCA do wzmacniacza to Audiomica Laboratory Europa Ultra Reference M3. Przewody zasilające to Perkune Audiophile Cables. Płyty to głównie albumy SACD, czasem CD. Pozostała część sprzętu towarzyszącego wymieniona jest na końcu niniejszego tekstu. Dodam, że test trwał jedynie dwa dni, ponieważ dystrybutor użyczył mi zestaw na jeden listopadowy weekend.

Oj, trudno było mi podczas testów pozyskać równocenny sprzęt porównawczy do tytułowego. Dysponowałem wówczas jedynie moim dyżurnym odtwarzaczem płyt CD Musical Fidelity A1 CD-PRO (kiedyś kosztującym niecałe 7 000 PLN), jak i zestawem DAC Auralic Aries Mini wraz z DAC Pioneer U-05 (w sumie około 6 000 PLN). Miałem też odtwarzacz sieciowy Pioneer N-70AE. Czyli sprzęt ogólnie porównawczy był zazwyczaj około 10 x tańszy niż tytułowy. Pytanie - jak to przekłada się na ostateczne porównawcze brzmienie różnych układów audio hi-fi? Otóż od razu napiszę, że różnica w dźwięku jest wręcz kolosalna, choć może nie dotycząca samej muzykalności, tonalności i wymiaru dźwięku, lecz przede wszystkim takich cech jak precyzja, analityczność, selektywność i rozdzielczość. Zestaw Esoteric zapewnia ultra-plastyczne brzmienie - bardzo zawiesiste i masywne, a równolegle namacalne i wiarygodne do sześcianu. Jednocześnie dotykalne i sensualne. Dodaje nasycenia, pogłębia i ujędrnia przekaz, jak i wydobywa niuanse oraz szczegóły. Zwielokrotnia dźwięczność, potęguje obecność instrumentów, szlifuje tonalne blaski i cienie, uwypukla wokale i co tam jeszcze. Dzięki temu zyskuje dźwiękowa gładkość, delikatność oraz, co niezwykle ważne - dynamizm i energia grania. 

Ogólnie pisząc, japoński komplet przywraca wiarę w stary format CD/SACD, albowiem nawet super rozdzielcze pliki (np. 24 bit/192 kHz) nie brzmią tak dobrze jak odtworzona na Esoteric "zwykła" (czyli 16 bit/44,1 kHz) płyta CD. Pojawiają się detale, głębia tła, wielowymiarowość przestrzeni, miąższ i sprężystość brzmienia, wyrazistość i dokładność dźwięku oraz niesamowita wręcz plastyczność. To jest nieprawdopodobne. Namacalność i bezpośredniość bliskie są ideałowi znanemu z koncertów na żywo. Można poczuć prawdziwą naturę odbieranej muzyki - jej tonalność i żywość. Instrumenty są równo wykrajane w przestrzeni, mają realny oddech i wymiar, powietrze i rezonans. Z kolei wokale nabierają wigoru, witalności i krwi - są uplastyczniane oraz nasączane barwami. Brzmią naturalnie a jednocześnie autentycznie. Otrzymują zapach, smak i aromat, gdyby posłużyć się organoleptycznym porównaniem. Podsumowując, zestaw Esoteric P-05X oraz Esoteric D-05X pozwala na maksymalizację i optymalizację dźwięku zapisanego na płycie CD, która pomimo swych fizycznych ograniczeń okazuje się wciąż wspaniałym medium dla przekazu muzyki.

Powyższe moje zachwyty potęgowały się jeszcze bardziej kiedy zamiast płyt CD używałem krążków SACD - plastyczność, nasycenie i żywość dźwięku, jak i jego naturalność i wiarygodność przechodziły na wyższy stopień jakościowy, ilościowy i gatunkowy. Tu pojawiał się w dźwięku realny high-end oraz referencja. To dźwięk idealny - doniosły, nasączony, rozdzielczy oraz napowietrzony, otwarty i bezpośredni. 

Niestety, nie miałem możliwości przetestować firmowego połączenia Esoteric ES-LINK4, zapewniającego bardzo szerokie pasmo (48 bit/352.8 kHz PCM). Dystrybutor po prostu zapomniał włożyć przewód do kartonu. Myślę, że przy takim rekomendowanym połączeniu jakość dźwięku może być jeszcze wyższa niż opisywana przeze mnie powyżej.

Konkluzja
Japoński duet Esoteric P-05X i Esoteric D-05X to dźwiękowa referencja udowadniająca, że format CD/SACD jest wciąż żywy i z powodzeniem może być high-endowym źródłem. Jestem pod dużym wrażeniem marki Esoteric (i z pewnością rychło pojawi się ona u mnie ponownie).

Ceny w Polsce - Esoteric P-05X - 45 000 PLN, Esoteric D-05X - 45 000 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Yaqin MS-650B (test TU), Pathos Classic One MKIII (test TU) i Cayin A-55 TP (test TU).
Kolumny: Living Voice Auditorium R3 (test TU), Klipsch Heresy III Anniversary, Studio 16 Hertz Canto Grand (test TU) i Guru Audio Junior (test TU).
Odtwarzacz CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO.
Odtwarzacze sieciowe: Pioneer N-70AE (test TU) i Auralic Aries Mini (test TU).
DAC: Pioneer U-05 (test TU), S.M.S.L. M7 (test TU), iFi nano iOne (test TU), NuPrime DAC-9 oraz Encore mDSD.
Komputery: MacBook Apple Pro i Dell Latitude E6440.
Gramofon: Nottingham Analogue Horizon (test TU).
Wkładka gramofonowa: Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU) i 1ARC Arrow SE (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900, Tivoli Model One (test TU) i Luxman 5T10.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU).
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Fostex TH-610 (test TU), Meze 99 Neo (test TU), MEE Audio Matrix 2 (test TU) i Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Pioneer U-05 (test TU), Divaldi AMP-02 (test TU) i S.M.S.L. M7 (test TU).
Kondycjoner sieciowy: Xindak PC-200V (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU), mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU) i krążek dociskowy do gramofonu Clearaudio Clever Clamp (test TU). 
Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper.


poniedziałek, 4 grudnia 2017

Zestaw Resonus: monitory Studio, wzmacniacz Altum i DAC Dictum - zapowiedź testu


 
Jak już pisałem w grudniowych zapowiedziach testowych. Konsekwencją mojej wizyty na tegorocznym Audio Video Show w Warszawie było nawiązanie kontaktu z kilkoma nowymi firmami, których jeszcze nie było na Stereo i Kolorowo. Między innymi zachwycił mnie dźwięk zestawu produkowanego przez młodą polską krakowską firmę R e s o n u s (pisownia oryginalna, zobacz TUTAJ). Ten zestaw to komplet: monitory Resonus Studio, wzmacniacz Resonus Altum i DAC Resonus Dictum. W rezultacie wspomnianego zachwytu, poprosiłem konstruktorów o możliwość wypożyczenia zestawu do testów. Sprzęt dojechał do mnie pod koniec ubiegłego tygodnia. Dziś publikuję zapowiedź testu.

R e s o n u s to firma z Krakowa, została założona przez trzech młodych ludzi kilka lat temu. Na tegorocznym Audio Video Show pierwszy raz zaprezentowano główną część produkcji, czyli tytułowy zestaw monitory Studio, wzmacniacz Altum i przetwornik cyfrowo-analogowy Dictum. Oprócz tego Resonus wytwarza także głośniki na zamówienie, a nawet na szczególne zamówienie, bo to są głośniki spersonalizowane (jak można przeczytać na firmowej stronie). Noszą nazwę Resonus Teatrum. Motto firmy wyjaśnia poniższe zdanie: "Ideą systemu Resonus zakłada spójność brzmieniową. Brzmienie to charakteryzuje się dźwiękiem dynamicznym i szczegółowym, ale jednocześnie ciepłym, z nutą analogową. Każdy z elementów toru wprowadza własny akcent dając synergiczny efekt. Zdolność do wytwarzania przestrzennej sceny dźwiękowej i naturalność daje wrażenie odbioru muzyki na żywo".

Ustawiłem monitory Studio na standach Solid Tech, terminale głośnikowe spiąłem jumperami Perkune Audiophile Cables Elite. Do DACa podłączyłem kabel koaksjalny wyprowadzony z odtwarzacza sieciowego Auralic Aries Mini, DAC ze wzmacniaczem połączyłem interkonektami Perkune Audiophile Cables Elite, a głośniki kolejnym przewodem Perkune Audiophile Cables z serii Elite. I rozpocząłem odsłuchy. Zapraszam do lektury testu za kilkanaście dni.











LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...