S

S

MA

MIP

Polpak

poniedziałek, 21 maja 2018

Arctic Monkeys "Tranquility Base Hotel + Casino", Clear Vinyl 180 g.

(fot. materiały prasowe)
 
Wysmakowana i galanteryjna muzyka Arctic Monkeys A.D. 2018

I dla porównania punkowy Arctic Monkeys z 2005 roku...

Pierwszy raz na żywo widziałem zespół Alexa Turnera 9 lat temu na koncercie podczas gdyńskiego Open'era (wówczas jeszcze był to Heineken Open'er) 2 lipca 2009 roku. Arctic Monkeys wówczas mnie nie zachwycił. Muzycznie byli po prostu słabi, a w trakcie koncertu dodatkowo zabrakło prądu. Po tej kilkuminutowej przerwie koncert już całkowicie się posypał - muzycy pogubili się, zabrakło energii i magii. Nie podobało mi się. Choć sama muzyka Arctic Monkeys z połowy lat 2000 wydawała się być interesująca i żywa. Drugi raz Alexa Turnera z zespołem widziałem dwa lata temu, na tym samym festiwalu w Gdyni - Open'erze. Było to 29 czerwca 2016 roku, a zespół ten to The Last Shadow Puppets. I ta stylistyka muzyczna bardziej do mnie przemawiała. The Last Shadow Puppets to fascynujący projekt, o ostatniej płycie napisałem więcej TUTAJ.

Arcitc Monkeys A.D. 2018 to już zupełnie inna stylistyka muzyczna niż ta z początków istnienia zespołu. Punk-rock wyparował, garażowe granie ustąpiło elegancji i wysmakowaniu znanemu z projektu The Last Shadow Puppets. Najnowszy album "Tranquility Base Hotel + Casino" zaskoczy na pewno wielu fanów Arctic Monkeys, a część z nich w ogóle go nie zaakceptuje. Nie jest to już tzw. indie-rock. Muzyka oparta głównie na fortepianie, zaś gitary są skrzętnie poukrywane. Melodie ciągną się leniwie, wiją wokół refrenu, rytm jest wyraźny, z pulsującą perkusją i podkręconą gitarą basową. Nagrania nie są oczywiste, a melodie nieproste - rozbudowane. Nie od razu przyswajalne, ale z czasem głęboko wbijające się mózg. Hipnotyzujące. To jakby muzyka filmowa, ilustracyjna, bardzo niepokojąca. Luksusowa i psychodeliczna jednocześnie. Dużo dobrego wnosi wokal Turnera, który śpiewa niczym wczesny David Bowie zabarwiony Sergem Gainsbourgiem.

"Tranquility Base Hotel + Casino" to album  koncepcyjny. Obraca się wokół spraw dorosłości, realizacji i nie realizacji młodzieńczych zamiarów, spełnionych i niespełnionych marzeń, ale także mówi o rozczarowaniu i nudności świata, niejaką jego gentryfikacją. Szaleńcze młodzieńcze plany i ambicje konfrontowane są z dorosłą twardą rzeczywistością. To wszystko przyobleczone jest stylistyką rodem z science-fiction. Turner z zespołem uciekają w kosmos, na Księżyc. Tranquility Base to miejsce pierwszego lądowania człowieka na Księżycu (program Apollo w 1969 roku). W tytułowym utworze "Tranquility Base Hotel + Casino" miejsce to zamienia się w luksusowy resort turystyczny dla bogatych i znudzonych emerytów. Warto podkreślić, iż na okładce albumu znajduje się projekt owego hotelu (zresztą makieta hotelu osadzona jest na magnetofonie szpulowym Revox A77).

Do mnie dotarła winylowa wersja albumu, ale nie klasyczna czarna, a wytłoczona na tzw. przezroczystym winylu 180 gram. To rozkładówka - w jednej jej części ukryta jest 16-stronicowa elegancka książeczka z teksami i fotografiami. W drugiej znajduje się przezroczysty winyl zaopatrzony w czarną kopertę z folią antystatyczną (brawo!). Okładkę (zaprojektowaną przez samego Turnera) zdobi kartonowa makieta Tranquility Base Hotel + Casino osadzona na kultowym magnetofonie szpulowym marki Revox A77. Na rozkładówce widnieje zdjęcie Turnera dotykającego owej makiety. Poligrafia, projekt, smak artystyczny na najwyższym poziomie.

Płyta nagrana jest doskonale. Bardzo głęboko i wyraźnie, soczyście. Basy są nasycone i wielowarstwowe, wokale wyodrębnione z tła, przestrzeń szeroka i daleka. Winyl brzmi o wiele lepiej niż FLAC 16 bit/44,1 kHz strumieniowany z serwisu Tidal HiFi.

11 maja 2018 r. - Domino Recording Company.

Winyl kupiony w Media Markt Gdańsk za 106,99 PLN.
















niedziela, 20 maja 2018

Wzmacniacz zintegrowany Sonneteer Orton mkIV

Orton mkIV w czerwonej wersji (zdjęcie ze strony Sonneteer)

Prolog

Blog Stereo i Kolorowo prowadzę już od prawie siedmiu lat, napisałem ponad 1 000 postów, przetestowałem dobrych kilkaset urządzeń i akcesoriów audio. Czasem więc mam wrażenie, że nic ze świata hi-fi już specjalnie mnie nie zaskoczy. Ale jednak wciąż, co jakiś czas, zaskakuje. Kolejnym takim wielkim zaskoczeniem, a w zasadzie - odkryciem, jest brytyjski wzmacniacz zintegrowany Sonneteer Orton mkIV. Po jego włączeniu - dosłownie zbaraniałem. Nie chcę zbytnio uprzedzać faktów, ale to jest rewelacyjnie grający wzmacniacz!

Wstęp
Na początku maja kurier dostarczył mi przesyłkę z wzmacniacze zintegrowanym Sonneteer Orton mkIV (zobacz TUTAJ), prosto z wrocławskiej "Galerii Audio". Sonneteer nie jest marką szeroko znaną wśród melomanów i audiofilów, lecz w moim odczuciu, zdecydowanie wartą każdego grzechu. Stąd zainicjowany przeze mnie kontakt do wrocławskiej "Galerii Audio" i prośba przesłanie wzmacniacza na odsłuchy. Nie było z tym najmniejszego problemu, po kilku dniach wzmacniacz do mnie dotarł. 

Sonneteer
Warto napisać kilka słów o firmie Sonneter, bo po raz pierwszy pojawia się na łamach Stereo i Kolorowo. Jak nie trudno się domyślić, nazwa "Sonneteer" pochodzi od artysty piszącego sonety. Przedsiębiorstwo powstało w 1994, ale historia założycielska sięga jeszcze wcześniejszych czasów. Na przełomie lat 80 i 90, podczas wspólnych studiów na uniwersytecie, panowie Haider Bahrani i Remo Casadei założyli firmę organizującą koncerty i nagrania dla małych zespołów. Pan Haider miał  już swój zespół, który był głównym powodem założenia firmy, choć współpracowała ona z wieloma studenckimi zespołami. Jako studenci elektroniki Haider i Remo, którzy nie mieli całego potrzebnego im sprzętu i urządzeń często konstruowali je sami lub przerabiali inne. Pod koniec studiów Haider zaprojektował wzmacniacz, oprócz wymagań oceniających chciał spełnić jeszcze jeden warunek - stworzyć wzmacniacz optymalny do swoich nagrań. Po ukończeniu studiów pan Remo pożyczył od niego wzmacniacz i pokazał go kilku entuzjastom dobrego dźwięku hi-fi. Dzieło Haidera przypadło im do gustu, więc obaj panowie zaczęli się przygotowywać do produkcji tegoż wzmacniacza. 

Ale dlaczego wybrano dla firmy nazwę Sonneteer? Jak podaje firmowa strona, pan Haider był zafascynowany poezją i chciał aby ich przyszłe produkty nosiły nazwy nawiązujące do pisarzy. Stąd też pierwszy wzmacniacz Sonneteera nosił nazwę "Sonneteer Campion" po angielskim poecie Thomasie Campionie". Wzmacniacz ten wprowadzono na rynek w 1995 roku. Cała historia dostępna jest pod TYM linkiem. Produkcja sprzętów odbywa się w angielskim mieście Guildford, 43 km na południowy zachód od Londynu. Warto też dodać, iż firmowe motto brzmi: "Wake UP the music!".

Obecnie Sonneteer nie osiągnął tak monstrualnych rozmiarów jak wiele innych brytyjskich firm (np. Naim, Rega, Linn, etc.) a wciąż jest niewielką manufakturą wytwarzającą sprzęt dla znawców, dla tych którzy cenią sobie jednostkowe produkcje, poszukują czegoś innego. Urządzenia marki Sonneteer nieczęsto można spotkać w salonach audio, ale przedsiębiorstwo prowadzi także sprzedaż wysyłkową. Polskim jej dystrybutorem jest wrocławska "Galeria Audio".

Sonneteer w ofercie ma niewiele sprzętów audio hi-fi, albowiem katalog liczy jedynie trzy (!) pozycje. Dwa wzmacniacze zintegrowane i przedwzmacniacz gramofonowy. Wzmacniacz o nazwie Alabaster to podstawowy model, zaś Orton mkIV - średni. Przy czym protoplasta obecnego Ortona pojawił się już w 2014 roku, aktualny model to jego czwarta odmiana i wersja.

Budowa i wrażenia ogólne
Orton mkIV został wprowadzony na rynek w 2014 roku, czyli dokładnie na 20-lecie firmy. To czwarta edycja tego wzmacniacza. Dostępna jest w trzech wersjach kolorystycznych: standardowych czarnej i srebrnej oraz specjalnej czerwonej na zamówienie (i za dodatkową opłatą).

Wzmacniacz dostarczany jest w zwykłym pudle, typowym dla produkcji brytyjskich. Na nim umieszczono jedynie niewielką metkę z kilkoma okienkami opcji danego urządzenia i jego wyposażenia. Minimalizm posunięty do granic. W kartonie znajduje się wzmacniacz unieruchomiony dwoma gąbkowymi formami, dodatkowo owinięty jest w przezroczystą folię. W komplecie nabywca otrzymuje kabel sieciowy, instrukcję obsługi oraz gwarancję producenta. Jest też pilot zdalnego sterowania, który z racji swojej nietypowości zasługuje na osobny poemat. Wrócę do niego później.

Pomimo że Orton mkIV to produkcja manufakturowa, czyli niskonakładowa, wzmacniacz prezentuje się naprawdę dobrze, choć jest pewnego rodzaju odmianą minimalizmu, ale dobrze pojętego. Obudowa została wykonana z aluminiowych profili, zaś sam front jest naprawdę przyzwoity, a nawet ładny. To gruba aluminiowa płyta (anodowana na czarno), w której środkową część wkomponowano stalowe lustro. Pierwszorzędnie to wygląda. W części centralnej owego lustra zamontowano dużą gałkę wzmocnienia wytoczoną z aluminium. Zaś dookoła niej rozmieszczono sześć niebieskich diod sygnalizujących wybrane źródło. Owo źródło wybierane jest za pomocą dwóch metalowych przycisków znajdujących się po prawej stronie gałki potencjometru. Dalej, po prawej stronie jest jeszcze jeden identyczny przycisk - to włącznik sieciowy. Kiedy urządzenie znajduje się w trybie czuwania (stand-by), zapalona jest czerwona dioda. Uruchomienie trybu wyciszenia (mute) skutkuje zapaleniem się kolejnej czerwonej diody, tym razem takiej umieszczonej w gałce wzmocnienia, w podłużnym jej nacięciu sygnalizującym poziom wzmocnienia. Ale to nie wszystko. Kiedy regulować poziom wzmocnienia za pośrednictwem pilota zdalnego sterowania w tym nacięciu gałki zapala się żółta dioda a sama gałka płynnie obraca się w lewo lub w prawo (przy ściszaniu lub pogłaśnianiu). Sprytne!

Po lewej stronie gałki wzmocnienia znajduje się tajemnicza pomarańczowa dioda oznaczona trójkątem osadzonym na linii. To dioda wzmocnienia (gain). Każde z sześciu źródeł może mieć osobno zaprogramowane wzmocnienie sygnału. Producent rekomenduje stosować je jedynie w przypadku tunerów i magnetofonów, ale to użytkownik o tym ostatecznie decyduje. Aby aktywować funkcję dodatkowego wzmocnienia sygnału wejściowego należy wybrać odpowiednie źródło (od 1 do 6), na pilocie nacisnąć przycisk "Vol-" i przytrzymać przez około 15 sekund. Zapala się pomarańczowa dioda. Dobrze w czasie tej operacji odłączyć przewody źródła z tyłu urządzenia. Czynność tę można powtórzyć dla kolejnych następnych pięciu źródeł. Rzecz jest bardzo przydatna dla wyrównania poziomów wzmocnienia sygnału wejściowego. Ale należy też pamiętać, że takie podbicie wzmocnienia zmienia nieco liniowość dźwięku.

Z tyłu, po środku, zamontowano dwa rzędy ośmiu par gniazd RCA. Sześć z nich to klasyczne gniazda wejściowe, a kolejne dwa - regulowane wyjście z poziomu przedwzmacniacza i nieregulowane wyjście na końcówkę mocy. Wszystkie gniazda są opisane klasycznie i "go góry nogami", tak aby po włożeniu głowy z tyłu urządzenia od razu móc zorientować się w opisie gniazd. Po obu bokach umieszczono po parze terminali głośnikowych. Bardzo oryginalnych terminali, należy dodać. Nigdy z takimi się nie spotkałem. Jednak ze swoich funkcji wywiązują się znakomicie. Po lewej stronie tylnego panelu znajduje się gniazdo sieciowe IEC a zaraz obok bolcowe wejście zasilania dla opcjonalnego zewnętrznego firmowego zasilacza 12 V.

A teraz wracam do pilota zdalnego sterowania. Wyrzeźbiony jest z bloku aluminium i anodowany na czarno. Estetyka na najwyższym poziomie. Ale to bardzo nietypowy pilot. Po spodem umieszczono cztery gumowe stopki, aby nie rysować nim powierzchni blatów (np. szklanych). Sterownik nie ma zwykłych baterii, ładuje się go jak telefon komórkowy via przewód sieciowy i ładowarkę sieciową. Jeden cykl ładowania, wg. zapewnień producenta, powinien, wystarczyć na rok zwykłego użytkowania. No chyba, że wykorzystywać pilot jako latarkę, a i w taką funkcję jest wyposażony (sic!). Na górnej krawędzi urządzenia zamontowano białą diodę, która działa jako zwykła latarka. W tym celu należy nacisnąć przycisk oznaczony jako "light". Pilotem zdalnego sterowania można obsługiwać wszelkie funkcje wzmacniacza, łącznie z ustawianiem poziomu wzmocnienia dla poszczególnych wejść źródłowych. Bardzo oryginalna sprawa.

Orton mkIV to konstrukcja dual-mono, stąd wewnątrz dwa osobne transformatory toroidalne przeznaczone osobno dla każdego z kanałów. Urządzenie wyposażone jest w system zabezpieczeń, które w przypadku przesterowania odłączają kolumny głośniowe. Ale także w przypadku zwarcia zacisków głośnikowych. Budowa wewnętrzna przedstawia bardzo ładny, choć do bólu klasyczny, układ amplifikacji. I w tym, zdaje się, tkwić cała siła Sonneteera. Układ jest maksymalnie uproszczony, bez żadnych udziwnień i modyfikacji. Jak kiedyś powiedział Albert Einstein: "Wszystko trzeba robić tak prosto, jak to tylko jest możliwe, ale nie prościej". Zaś konstruktorzy Ortona mkIV ów balans zachowali idealnie. Wręcz genialnie.

Dane techniczne
• Klasa A/B
• Dual mono
• 33 Wat/8 Ohm
• 60 Wat/4 Ohm
• 6 wejść liniowych programawalnych
• Czułość 650 mv/295 mv
• Wyjścia 1 line, 1 pre-out
• H x W x D 70 x 430 x 280 mm
• Masa netto 16 kg


Skromne opakowanie

Orton - Black

Orton unieruchomiony piankowymi formami

Eleganckie opakowanie pilota

Multifunkcyjny sterownik




Niebrzydki design


Po prawej trzy przyciski - dwa służące do wyboru źródła i jeden sieciowy

Gałka wzmocnienia a wokół niej sześć niebieskich diod sygnalizujących wybrane źródło

W nacięciu gałki wzmocnienia umieszczono diodę; świeci na czerwono w trybie wyciszenia (mute), a na żółto podczas regulacji wzmocnienia

Pod literą "E" znajduje się pomarańczowa dioda; świeci w przypadku aktywacji funkcji "Gain" (dla poszczególnego wejścia źródłowego)

Aluminiowa obudowa


Osiem par gniazd RCA; opisane są także "do góry nogami"

Bardzo oryginalne terminale głośnikowe

Przewód zasilający to Hiend-Audio Ziggy Picasso

Orton mkIV stoi na wzmacniaczu Hegel H160

Na samym dole, po lewej wzmacniacz Cayin CS-120A

Spojrzenie na cały system odsłuchowy

Wrażenia dźwiękowe
Do wzmacniacza podłączałem dwie pary kolumn: Living Voice Auditorium R3 oraz Opera Quinta SE. Przewody głośnikowe to XLO UltraPLUS U6-10. Przewód sieciowy to Hiend-Audio Ziggy Picasso. Wzmacniacze porównawcze to: Hegel H160, Moinro MC201, Cayin CS-120A, Haiku-Audio Bright MK4 i Pathos Classic One MKIII. Pozostała część sprzętu towarzyszącego wymieniona jest na końcu niniejszego tekstu.

Na początek napiszę, że wzmacniacz pomimo swojej małej nominalnej mocy (2 x 33 Wat przy 8 Ohm) nie miał najmniejszego problemu aby całkowicie wysterować moje kolumny (Living Voice i Opera).Taki stan rzeczy może wydawać się dziwny, ale producent ma na to specjalny patent. Orton mkIV ma rezerwową podaż mocy 160 VA na kanał z kaskadowym ustawieniem kondensatorów, co oznacza że sygnał jest podawany bez żadnych opóźnień i w całym spektrum. To konfiguracja klasy A/B z wysokim odchyleniem do A. Jego moc również podwaja się przy 4 Ohm. Dzięki temu dynamika i energia grania są wręcz niesamowite. Moc i żar dźwięku mogą kruszyć ściany, a jednocześnie brzmienie jest na wskroś harmonijne, spójne i ułożone. Ponadto nasycenie i wypełnienie dźwięku jest bardzo realistyczne - słychać wiele warstw tonalnych, czuć głębię i szerokość przekazu, wszystko jest podane blisko i dotykalnie. Muzyka płynie z dużą łatwością, bezpretensjonalnie i szybko, choć jest leciutko ocieplona i zaokrąglona.

Na pewno Ortona mkIV nie można nazwać wzorcem neutralności, bo ewidentnie uprzywilejowuje średnicę. Ale to zjawisko w odbiorze jest niesamowicie przyjemne, bo zrobiono to ze smakiem i wyczuciem. Nic na "twarz" nie jest rzucane, a lekkie wypuklenie średnicy jest bardzo fizjologiczne i naturalne. Wręcz po lampowemu analogowe w przekazie i treści. Oczywiście, dźwięk nie koncentruje się jedynie na średnicy, bo i inne zakresy są czytelne i wyraźnie istniejące. Nic niczego nie przykrywa i nie dominuje - panuje porządek i współistnienie. Całość brzmienia można nazwać bardzo zróżnicowanym, bogatym w kontent i, co najważniejsze - nieprawdopodobnie barwnym i ekspresyjnym. Z jedwabistą strukturą i teksturą dźwiękową. Przynosi to przekaz autentyczny i żywy, bardzo organiczny i soczysty. Fenomenalnie plastyczny i kształtny. Pozbawiony nieczystości i artefaktów.

No dobrze, napisałem, że Orton mkIV gra barwnie i soczyście, ciepławo i słodkawo, z dużą dynamiką i treściwie. Ale czy to przesądza o jego wyjątkowości? Nie, o jego wyjątkowości zaświadcza jeszcze jeden parametr, ale niesamowicie istotny dla muzyki. To jego nieprawdopodobnie przekonujący styl gry. Muzyka generowana przez wzmacniacz brzmi tak, jakby niejako była w stanie tworzenia się, a nie była reprodukowana. To dźwięk bliski stylowi "live", muzyce "in statu nascendi". Dzięki temu wszystkie tony brzmią autentycznie, emfatycznie, wyraźnie i obszernie. Muzyka wchodzi w uszy jak nóż w masło. Totalnie i namacalnie. Takie cechy tonalne Ortona mkIV prowadzą go wprost w sens i znaczenie pojęcia high-end. To największy atut tytułowego wzmacniacza. I nie ma ma tu znaczenia ani obniżony stopień analityczności, ani niepełna przejrzystość brzmienia, albowiem ułuda prawdziwości dźwięku jest fenomenalna. Magiczna.

Konkluzja
Sonneteer Orton mkIV to wybitny wzmacniacz. Pierwszorzędnie skonstruowany i fenomenalnie grający. Przeznaczony dla świadomych melomanów, poszukujących w muzyce autentyczności, kontentu, emocji i esencji. Nie polecany dla miłośników czystej neutralności, zaawansowanej analityczności i stuprocentowej transparentności. Orton mkIV pokazuje muzykę w pełni analogowo i organicznie, realistycznie i żywo. Bezwarunkowa rekomendacja!

Cena w UK - 2 500 - 2 700 Funtów (w zależności od wykończenia).

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Cayin CS-120A (test TU), Monrio MC201, Haiku-Audio Bright MK4 (test TU), Taga Harmony HTA-800 (test TU) i Pathos Classic One MKIII (test TU).
Kolumny: Living Voice Auditorium R3 (test TU), Opera Quinta SE, Martin Logan 35XT (test TU) i Guru Audio Junior (test TU).
Odtwarzacze CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO i Synthesis Roma 14DC (test TU).
Odtwarzacz sieciowy: Auralic Aries Mini (test TU).
DACi: Pioneer U-05 (test TUoraz Encore mDSD (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro i Dell Latitude E6440.
Gramofon: Nottingham Analogue Horizon (test TU).
Wkładka gramofonowa: Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU), Musical Fidelity Nu-Vista Vinyl (test TU), Taga Harmony TTP-300 (test TU), Audio Analogue AAphono i 1ARC Arrow SE (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900 i Tivoli Model One (test TU).
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU).
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Fostex TH-610 (test TU), Meze 99 Neo (test TU), MEE Audio Matrix 2 (test TU), Audictus Achiever (test TU) i Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU).
Kondycjoner sieciowy: Xindak PC-200V (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU), mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU) i krążek dociskowy do gramofonu Clearaudio Clever Clamp (test TU). Kondycjoner masy dla głośników QAR Dynamit (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper.


niedziela, 13 maja 2018

Przedwzmacniacz gramofonowy Audio Analogue AAphono

(Zdjęcie ze strony Audio Analogue)

Wstęp
Na początku kwietnia br. od warszawskiego dystrybutora Sound Source otrzymałem najnowszy przedwzmacniacz gramofonowy rodem z Włoch, a konkretnie - z Toskanii. To Audio Analogue AAphono (zobacz TUTAJ) przeznaczony do wkładek gramofonowych typu MM (Moving Magnet) i MC (Moving Coil). Nie muszę dodawać, że ów przedwzmacniacz reprezentuje wysoką ligę wykonawczą oraz piękny, typowo włoski, design. Urządzenie to przynależy do serii PureAA; jest tu też wzmacniacz zintegrowany AAcento. Być może w przyszłości pojawi się kolejny reprezentant tej serii.

Przypomnę, że wcześniej na łamach Stereo i Kolorowo opisywałem wzmacniacz zintegrowany  Audio Analogue Puccini Anniversary (czytaj test TUTAJ) oraz zestaw wzmacniacz/odtwarzacz CD Audio Analogue Fortissimo (czytaj TUTAJ). Był też DAC/wzmacniacz słuchawkowy Audio Analogue Vivace (czytaj TUTAJ). Opisywałem również zestaw Vela Audio (czytaj TUTAJ) budżetowego segmentu Audio Analogue. Jak widać, trochę tego było - teraz zaś przyszedł czas na przedwzmacniacz gramofonowy. Będę go odsłuchiwać z moim gramofonem Nottingham Analogue Horizon z wkładką typu MM Ortofon 2M.

Wrażenia ogólne i budowa
Przedwzmacniacz dostarczany jest niewielkim pudle z burego kartonu. Wewnątrz sprzęt opatulony jest formami z ciemno-szarej gąbki i dodatkowo grubą folią. W komplecie znajduje się przewód zasilający, gwarancja producenta i instrukcja obsługi. To wszystko.

Jak już napisałem we wstępie, AAphono reprezentuje typowo włoską szkołę designu. Piękna aluminiowa obudowa i taka sama płyta czołowa z drapanego jasno-srebrzystego aluminium. Całości dopełnia duże aluminiowe pokrętło-przycisk zamontowany na froncie. Doskonałe wykonanie i wspaniała stylistyka. Po prostu cacko! Nawiasem mówiąc, to wzornictwo przetransferowane z topowego wzmacniacza zintegrowanego Audio Analogue Puccini.

Na froncie znajduje się centralnie umieszczone płaskie pokrętło, które jednocześnie jest przyciskiem. Jako przycisk należy je używać kiedy chcieć włączyć lub wyłączyć urządzenie (główny włącznik sieciowy umieszczono z tyłu przedwzmacniacza). Natomiast kiedy obracać pokrętłem rozjaśniają się lub ściemniają białe diody sygnalizacyjne. Tych diod na froncie zamontowano dość sporo, bo w dwóch rzędach aż szesnaście. Te po lewej stronie sygnalizują ustawiony tryb pracy wkładki MM lub MC oraz wybraną oporność wejścia MC (tylko skrajnie prawa jest czerwona - to dioda sieciowa). Z kolei te po prawej stronie sygnalizują ustawioną oporność i pojemność dla wkładek MM. Kiedy włączyć urządzenie (centralnym przyciskiem) dioda sieciowa zapala się, a zaraz potem wszystkie białe diody zaczynają świecić i falować płynnymi rozbłyskami. Trwa to dobrych kilka sekund, po czym urządzenie gotowe jest do pracy.

Co ciekawe, na froncie nie umieszczono żadnych regulatorów (poza centralnym pokrętłem), a przecież jest co ustawiać (wejście MM i MC, poszczególne oporności i pojemności, etc.). Jak więc tych regulacji dokonywać? Otóż niewielkie przyciski adresowane tym regulacjom schowano tuż pod trzy spodniej krawędzi frontu. Należy wsunąć palce od spodu urządzenia i wymacać odpowiednie przyciski, które sąsiadują z funkcyjnymi diodami dlań przeznaczonymi. Łatwo można się do tego przyzwyczaić, zaś ukrycie przycisków pod spodem przedwzmacniacza na pewno przyczyniło się do zwiększenia estetyki frontu, który nie jest upstrzony żadnymi przyciskami. Warto też dodać, że AAphono posadowiony został na czterech smukłych i dość wysokich stopkach (też z aluminium), które również w istotny sposób wpływają na ogólną harmonię wzorniczą.

Z tyłu zamontowano jedynie najpotrzebniejsze gniazda oraz centralny włącznik sieciowy. Znajdują się tu dwie pary wejść i wyjść RCA (bardzo wysokiej jakości), a zaraz obok zacisk uziemienia. Brak gniazd symetrycznych XLR. Całości dopełnia gniazdo zasilania IEC zintegrowane z pomieszczeniem dla bezpiecznika sieciowego.

Kilka słów od producenta: "Nowy przedwzmacniacz gramofonowy Audio Analogue AAphono to kolejne urządzenie linii PureAA. Podobnie jak wzmacniacz AAcento, jest to produkt, który idealnie pasuje do filozofii Audio Analogue: prosta konstrukcja, najwyższa jakość dźwięku i wyjątkowa dbałość o wykończenie. Powyższe cechy sprawiają, że jest to idealny partner dla gramofonów i wkładek każdego rodzaju, dając w ten sposób możliwość słuchania swoich ukochanych winyli w najlepszy sposób. Podstawowym założeniem podczas projektowania układu było zastosowanie dwóch wzmacniaczy operacyjnych odpowiadających za wzmocnienie dzięki czemu uzyskujemy niezwykle dokładne odtworzenie krzywej RIAA. Dołożono wielu starań aby precyzja korekcji była jak największa, wykorzystując wysokiej jakości komponenty o niskiej tolerancji oraz konfiguracji równoległej dla wyeliminowania błędów. Efektem tych starań jest bardzo precyzyjne odtworzenie krzywej korekcji RIAA, które pokazuje poniższy wykres częstotliwości, dla wkładek MM oraz MC.

Sekcja zasilania składa się z trzech transformatorów toroidalnych, osobno dla sekcji cyfrowej oraz lewej i prawej sekcji analogowej. Wszystkie elementy pasywne zostały starannie dobrane. W sekcji korekcji krzywej RIAA wykorzystano wyłącznie kondensatory foliowe o niskiej tolerancji. AAphono jest bardzo wszechstronny i prosty w użyciu. Dla wkładek MM możliwe jest ustawienie pojemności wejściowej oraz oporności, a dla wkładek MC oporności wejściowej. Zmiany ustawień mogą być dokonane w łatwy sposób, po prostu poprzez naciśnięcie odpowiedniego przycisku tuż pod przednim panelem, bez otwierania obudowy czy użycia wielu różnych przełączników. Wybrana konfiguracja zostanie zapamiętana także wtedy, gdy urządzenie zostanie wyłączone lub odłączone od zasilania".

Dane techniczne
Kanały: 2
Wzmocnienie: 40 dB (MM)/60 dB (MC)
Zakres częstotliwości: 10 Hz - 20 000 Hz (+/-0,25 dB)
Maksymalne napięcie wyjściowe: 7 V (RMS)
Stosunek sygnał/szum: 85 dB (MM)/65 dB (MC)
Wymiary (W/S/G): 8,7/22/37,2 cm
Masa: 5,8 kg




Bezpieczny sposób pakowania


Pierwszorzędne włoskie wzornictwo - wysoka estetyka z zaawansowanym smakiem, ale bez barokowego przepychu


Pokrętło/przycisk przeniesione wprost z topowego modelu Puccini


Aż szesnaście diod sygnalizacyjnych!


Multum regulacji i ustawień

Wytłoczony napis Audio Analogue na froncie


Obudowa prezentuje się rewelacyjnie

Klasyczny włoski design

Wysoka nóżka


Tył urządzenia

W systemie odsłuchowym


Przedwzmacniacz stoi na włoskim wzmacniaczu Moinro MC207 MKII

System odsłuchowy nr 1


System odsłuchowy nr 2

System odsłuchowy nr 3

Wrażenia dźwiękowe
Podczas odsłuchów AAphono jako przedwzmacniacze odniesienia używałem: Musical Fidelity Nu-Vista Vinyl, 1ARC Arrow SE, Musical Fidelity MX-VYNL oraz phono-stage zamontowany we wzmacniaczu Synthesis Roma 37DC. Jako przewód sieciowy stosowałem Hiend-Audio Ziggy Picasso, a połączeniowy RCA to Black Rhodium Symphony 18. Wzmacniacze to przede wszystkim Sonneteer Orton mkIV i Synthesis Roma 37DC. Gramofon wraz z wkładką to Nottingham Analogue Horizon i Ortofon 2M Black. Pozostała lista sprzętu towarzyszącego wymieniona jest na końcu niniejszego tekstu.

AAphono miałem u siebie ponad miesiąc, więc miałem sposobność dość głęboko przeanalizować jego brzmienie, tym bardziej że równolegle testowałem high-endowy stopień gramofonowy Musical Fidelity Nu-Vista Vinyl. Owszem, tytułowy przedwzmacniacz nie ma aż tak zaawansowanej selektywności, przestrzenności, czy efektywności dynamicznej jak Nu-Vista Vinyl (bo nie może mieć), ale też nie zasypia gruszek w popiele. AAphono cechuje się przede wszystkim wysoką harmonią i plastycznością dźwięku. Układa go w bardzo szykowny i galanteryjny sposób, dba o ogólną precyzję i stylowość przekazu, zabiega o ład i porządek, a te są wprost fantastyczne. Dźwięki są równiuśko poukładane niczym czekoladki w bombonierce. Daje to w pełni zrównoważony, regularny i systematyczny przekaz o kapitalnej proporcji, jednokładności i rytmice; wręcz wzorowej. Czytelność tonalna i lokalizacja przestrzenna są pierwszorzędne. Równolegle energia grania i jej dynamika w porównaniu z Nu-Vista Vinyl są trochę obniżone.

Brzmienie przedwzmacniacza charakteryzuje się atrakcyjnością i kształtnością. Łączy się tu zaangażowanie tonalne, wysoka przejrzystość i niezła szczegółowość z niejaką gładkością i barwnością brzmienia. Ta barwność jest leciutko pogrzana i nasycona słodyczą, czym bardzo przypomina urządzenia lampowe, a przecież Audio Analogue nie zamontował żadnych lamp w swoim urządzeniu. To konstrukcyjnie typowy tranzystor, a jednak ma lekki posmak organicznej żyzności typowej dla lamp! AAphono ma lekko zmiękczony i "udelikacony"styl gry, co przynosi wrażenie wysokiej płynności i wyszlifowania kantów ostrości, a to właśnie nadaje owego ciepła i słodkości typowego dla lamp. To zjawisko jest bardzo korzystne dla ogólnego brzmienia - dostarcza przyjemny smak i zapewnia głęboką analogowość, co przy odsłuchach winyli jest więcej niż pożądane - konieczne. Zaś Audio Analouge z tego zadania wywiązuje się kapitalnie. Barwy, soczystość i emocje zawarte w w nagraniach przedstawiane są może nie tak żywiołowo i energicznie przedstawiane jak czyni to wspominany już wcześniej Nu-Vista Vinyl, ale za to bardzo fizjologicznie, czytelnie i homogenicznie z rasową nutą głębi i tonalności.    

Podsumowując. AAphono ma w taki sposób skonstruowany dźwięk, że muzyka słuchana z winyli zawsze przynosi pełnię satysfakcji i przyjemności. To muzykalność do sześcianu. Z kolei trzaski płyt winylowych nie są eksponowane, a wręcz filtrowane, bo nie dają za często o sobie znać. A równolegle ani wysokie, ani basy nie są zanadto poobcinane, zaś średnica nie jest fizycznie uprzywilejowana. Jest proporcjonalna. Włoscy inżynierowie z Audio Analogue przygotowali bardzo dobry produkt, który przeznaczony jest przede wszystkim dla świadomych i dojrzałych melomanów, ale niekoniecznie dla purystycznych audiofilów. Bo ci będą żądać więcej prawdy dźwięku o dźwięku. Natomiast AAphono tę prawdę owszem ukazuje, lecz w smakowitej przyprawie składającej się z barwności i plastyczności, polaną lekko słodkim sosem, a na koniec podgrzaną do temperatury niskiej gorączki 37 stopni w skali Celcjusza. Mnie to całkowicie przekonuje. Polecam - pycha!

Cena w Polsce - 6 690 PLN.   

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Cayin CS-120A (test TU), Synthesis Roma 37DC (test TU), Monrio MK207 MKII (test TU), Haiku-Audio Bright MK4 (test TU), Taga Harmony HTA-800 (test TU) i Pathos Classic One MKIII (test TU).
Kolumny: Living Voice Auditorium R3 (test TU), Opera Quinta SE, Quadral Aurum Rodan 9 (test TU), Industrial Acoustic Concrete 01 (test TU), Martin Logan 35XT (test TU) i Guru Audio Junior (test TU).
Odtwarzacze CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO i Synthesis Roma 14DC (test TU).
Odtwarzacz sieciowy: Auralic Aries Mini (test TU).
DACi: Pioneer U-05 (test TUoraz Encore mDSD (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro i Dell Latitude E6440.
Gramofon: Nottingham Analogue Horizon (test TU).
Wkładka gramofonowa: Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU), Musical Fidelity Nu-Vista Vinyl (test TU), Taga Harmony TTP-300 (test TU) i 1ARC Arrow SE (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900 i Tivoli Model One (test TU).
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU).
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Fostex TH-610 (test TU), Meze 99 Neo (test TU), MEE Audio Matrix 2 (test TU), Audictus Achiever (test TU) i Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU).
Kondycjoner sieciowy: Xindak PC-200V (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU), mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU) i krążek dociskowy do gramofonu Clearaudio Clever Clamp (test TU). Kondycjoner masy dla głośników QAR Dynamit (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper.
Przewody audio rozmaite, ale głównie marki Black Rhodium, a potem Perkune Audiophile Cables. Głośnikowe to przede wszystkim Kimber Kable BiFocal X, następnie Black Rhodium Quickstep i XLO UltraPLUS U6-10.



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...